Lokal prowadzi Gruzinka Inga Loladze, córka zmarłej pod koniec zeszłego roku Ziny Amashukeli, która założyła Tbilisi przy Puławskiej sześć lat temu. Pani Zina spogląda na gości ze zdjęcia ustawionego na barze.
W Tbilisi mamy do dyspozycji cały repertuar dań gruzińskich przygotowywanych na miejscu. Część produktów i wszystkie przyprawy sprowadzane są z Gruzji. A że siostra pani Ingi prowadzi w Śródmieściu sklep z winami z Gruzji, niedługo będzie je dostarczać także do Tbilisi.
„Karta”, czyli propozycja dań ciepłych i zimnych wypisywanych na luźnych kartkach wkładanych do menu, zmienia się codziennie. Ja trafiłam na chaczapuri (14 zł), czyli placek drożdżowy z nieco kwaśnym serem gruzińskim – smakuje jak (lekko tłusta) domowa pizza bez sosu pomidorowego, i syci. Zjadłam także Chinkali – duże pierogi z mięsem baranim.
Wśród propozycji są także soczyste żeberka na ostro (20 zł) i lula kebabi, mielona grillowana baranina (22 zł), którą pani Indze udaje się kupić wyjątkowo dobrą. Bardzo spodobały mi się gruzińskie wegetariańskie „tapasy”: kule z fasoli, szpinaku, małe gołąbki nadziewane mięsem. Generalnie to kuchnia dość tłusta, chłopska, do jedzenia rękami, na szybko. Bardzo smaczna.
Miejsce wciąż ma etniczny klimat. Kelnerka nie mówi po polsku, a do picia można zamawiać wodę Borjomi i Nebeglavi. Mimo podniesienia standardu Tbilisi wciąż jest miejscem lokalnym, oswojonym, bezpretensjonalnym. Można powiedzieć, że warszawscy Gruzini zrealizowali swój plan stworzenia restauracji – i gdzieś tam, w zaświatach pani Zina na pewno patrzy na nich z dumą.
Gruzińska uczta:
Lobio, zupa z czerwonej fasoli z orzechami włoskimi – 13 zł
Chleb gruziński – 3 zł
Bakłażan nadziewany baraniną z sosem pomidorowym – 25 zł
Rachunek: 41 zł
Zobacz, jak trafić do Tbilisi.
Byłeś w Tbilisi? Zostaw swoją opinię!


Wasze komentarze (0)
Panel logowania znajdziesz tutaj.
Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta, możesz je założyć tutaj.