Krčma Banja Luka
Adres: ul. Puławska 101
Telefon: 22 854 07 82
Godziny otwarcia w tygodniu: od 12 do 24
Godziny otwarcia w weekend: od 12 do 24
Promocje: pon.-pt. os 12 do 16 lunch za 19 zł
Typ lokalu: karczma
Typ kuchni: bałkańska
Okazja: spotkanie z przyjaciółmi
Cena za danie główne: od 40 do 60 zł, powyżej 60 zł
Jeśli dane restauracji są nieaktualne, wyślij wiadomość pod adres kulinarnik@zw.com.pl.
7


Wasze komentarze (7)
Jeżeli nie posiadasz jeszcze konta, zarejestruj się.
aktywność:
komentarze: 9
Walentynki w Banja Luce.. Niezapomniane przeżycie. Niestety pamiętać będziemy głównie kiepską obsługę, tłok, klimat zupełnie antywalentynkowy, taśmowe wręcz "zaliczanie" klientów i ostatecznie przyzwoite jedzenie ale jak wiedzą wszyscy bywalcy restauracji - jedzenie to nie wszystko. Zacznijmy od tego, że po dobrych 10 minutach od tego jak usiedliśmy z Mężem przy stoliku (na obrusie niesprzątnięte okruchy i..włosy!) pojawiła się kelnerka i zapytała co wybraliśmy(?). Na naszą odpowiedź, że nie dostaliśmy menu przyniosła nam miniaturowe "specjalne, walentynkowe" menu, wielkości ulotki zza wycieraczki samochodu, z wątpliwego uroku hasłem "wale(w)tyłki"(kto im to wymyślił?). Okazało się, że w tym wyjątkowym dniu nie ma regularnej karty, jest tylko i wyłącznie menu okolicznościowe (szkoda, że informacji o tym nie udzieliła nam pani przyjmująca rezerwację, na ich stronie również ani słowa o takim stanie rzeczy). W menu do wyboru - 3 przystawki, 4 dania główne, 2 desery i jeden drink. Koszt imprezy - 150 zł od pary. Ostatecznie wybraliśmy na przystawki marynowany rosbef (wyjątkowo smaczny) oraz papryczki opiekane na ruszcie (tylko dlaczego zupełnie zimne i pełne pestek?) – były tak piekielnie ostre, że prawie nie dało się tego zjeść.. Na danie główne – Pljeskavica i Cevap – bardzo ciekawe duże, siekane mięska, ze sporą ilością dodatków (ryż, ziemniaczki, surówki, ljutenica). Na deser niczym nie wyróżniający się torcik czekoladowy i mikroskopjna baklava z gałką zmrożonych lodów waniliowych. Ostatecznie poza wpadką z papryczkami, najedliśmy się przyzwoicie.
Niestety mocno roztargniona kelnerka myliła zamówienia (przyniosła łososia zamiast papryczek), stała nam nad głowami z daniem głównym (podczas gdy byliśmy w połowie przystawek), a na pytanie czy można zamówić drugiego „walentynkowego” drinka powiedziała że..nie. Bo nie ma go w karcie. Zamiast tego przyniosła zupełnie ciepły soczek..
Zastanawia mnie kilka rzeczy – czemu na niektórych stolikach widniało „czekadełko” w postaci warzyw z sosem, dlaczego tylko wybrani dostali na koniec kieliszek nalewki skoro menu było tylko jedno i takie samo dla wszystkich?
Niestety była to nasza pierwsza i ostatnia wizyta w Banja Luce. Smacznego bałkańskiego jedzenia poszukam jednak gdzie indziej - bez słabej obsługi, niespodzianek w postaci narzuconego z góry menu, kiepskiej atmosfery i tłoku jak w barze mlecznym.
aktywność:
komentarze: 34
Byliśmy z Mężem (a właściwie chcieliśmy być) w karczmie w minioną niedzielę. Moje zdanie o tej knajpie zmieniam diametralnie. Nie mieliśmy rezerwacji, ale jako że ta restauracja ma duży ogródek i sporo miejsca w środku, a nie wiedzieliśmy na którą się wyrobimy, to poszliśmy jak nam pasowało. Niestety pan z obsługi pokazał nam zeszyt, że ma rezerwacje na wszystkie stoliki i najbliższa rezerwacja jaką może nam zrobić to za 1,5 godziny. Widzieliśmy mnóstwo wolnych stolików, co chwila coś się zwalniało. Ale system to system. Pan powiedział, że jak ktoś z rezerwacji nie przyjdzie, to możliwe jest skorzystanie ze stolika, ale i tak na taką osobę czeka sie 30 minut (aż!). Co za durny system, wystarczyłoby podzielić stoliki na te, które można rezerwować i bez systemu rezerwacji, to byłoby z korzyścią dla karczmy, jak myślę. Notowałaby większy obrót, a i nie zrażałaby potencjalnych klientów. Wyszliśmy z postanowieniem, że długo tam nie wrócimy (a może już wcale?!).
aktywność:
komentarze: 34
Banja Luka to, powiedziałabym, męska restauracja. Dlaczego męska? Bo mężczyźni to mięsożercy a tam podają głównie takie dania. Sama wizytę w Banja Luce wspominam z mieszanymi uczuciami. Wszystko choć smaczne to jednak mocno tłuste, więc nie warto tam iść, gdy dbamy o linię. Wszyscy znajomi baaardzo dobrze wspominają nalewkę gruszkową. Stała się wręcz symbolem tego miejsca
aktywność:
Niezłe jedzenie, a zwłaszcza polecam ryby. Chociaż odradzam ogródek - brudno, tłoczno, przynajmniej tak było latem. Przypomina mi się też wielki, opasły kocur, który żebrał o jedzenie.
aktywność:
czasami ciężko znaleźć stolik, ale kuchnia świetna...Jedno czego zrozumieć nie potrafię, to to, że zamawiając tą samą potrawę jednego dnia, dostaję inną porcję niż zamawiając to samo innego dnia.
Kuchnia dla mięsożernych. Osoby stroniące od mięsa mają problem, bo wybór bardzo się kurczy
aktywność:
Zaczne od tego, czego w Banja Luce nie lubie. Nie lubie gestego stloczenia stolikow, wycieczek ludzi w garniakach na imprezach integracyjnych i nie lubie halasu. Irytuja tez czasem kelnerzy, a to za wszelka cene usilujacy wcisnac cos jeszcze, a to zbyt dlugo niepodchodzacy do stolika. Duzym minusem jest ubogi wybor alkoholi z bylej Jugoslawii, czy tez alkoholi w ogole.
Za co lubie ten lokal? Za jedzenie. I nie chodzi o to, ze porcje sa ogromne (choc np. tanijr wielkoscia swa rozczarowywuje), a o to, ze jakosc dan jest bardzo przyzwoita. Natomiast deska balkanskich wedlin i serow jest zjawiskiem nadprzyrodzonym. I chocby dla niej warto tam wracac.
aktywność:
Byłam kilka razy w Banja Luce. Za pierwszym razem niezbyt podobał mi się kelner, bo był zbyt nachalny. Kilka razy pytal czy na pewno nie chcemy deseru. Za pierwszym razem nie zrozumiał? Kelnerka, która najpierw nas obsługiwała była bardzo bardzo miła. Za każdym razem, jak jadłam w Banja Luce to jedzenie owszem smakowało mi ale dlaczego dodają sody do wszystkiego? Rozumiem, że mają dużo gości i chcą oni być szybko obsługiwani ale po co dodawać "przyspieszacza" do gotowania? Za każdym razem idąc do BL mam nadzieję, że już nie używają sody. Niestety, zawsze ta nadzieja mija, wraz z daniem przyniesionym przez kelnera.
Dobrze, że ktoś za mnie płaci ;)